Tak, wiem, tytuł wpisu zapowiada, że niczego nowego tutaj nie znajdziecie, bo w końcu niemiecki jest przecież tak prosty i przyjemny, że bez sensu jest pisać takie quasi-poradniki. Mimo to postanowiłem poświęcić chwilkę czasu i naskrobać co nieco na ten temat. Dosłownie chwilkę, bo wpis będzie stosunkowo krótki, chyba.
Poruszę kwestię nauki praktycznego języka niemieckiego z punktu widzenia naszego codziennego obcowania z komputerem. Wielu z nas spędza przy nim przecież mnóstwo czasu, ja przykładowo jakieś 12 godzin dziennie. Czemu więc nie wykorzystać tego czasu na doskonalenie swoich umiejętności w zakresie języka niemieckiego? Co lepsze, doskonalenie to będzie odbywało się w dużej mierze podświadomie, bez siedzenia przy książkach czy sprawdzania co chwilę znaczenia nowego słowa w słowniku. Brzmi może nieprawdopodobnie, ale to prawda. Jeszcze lepiej: sposób, który zaraz podam jest banalnie prosty i jestem świadom tego, że nie odkrywam tutaj Ameryki, ale nie wszyscy mogą go znać, więc pokusiłem się o opublikowanie mych myśli.







20 maja 2011 roku do polskich kin wchodzi film Roberta Glińskiego pod tytułem „Świnki” (inne tytuły: „Ich, Tomek”, „Do widzenia, Tomek”, „Piggies”). Premiera światowa miała miejsce w lipcu 2009 roku. Jest to polsko-niemiecka produkcja, dlatego też chciałbym zwrócić na nią Waszą uwagę. Obraz porusza ciężki temat, jakim jest dziecięca prostytucja, dlatego też nie jest on wskazany dla osób niepełnoletnich. Film przedstawia historię Tomka, który mieszka w Gubinie, przy polsko-niemieckiej granicy. Fascynują go gwiazdy a jego marzeniem jest własny teleskop i obserwatorium, jednak na to potrzebne są pieniądze. Potrzeba ich natomiast jeszcze więcej, gdy Tomek poznaje Martę. Gwiazdy schodzą przy niej na dalszy plan, coraz ważniejsze stają się jednak pieniądze. Tylko jak je zdobyć? Z „pomocą” przychodzi Borys…
To słówko było dla mnie czymś zupełnie nowym… Pewnego pięknego dnia słuchałem jakiejś świetnej muzyczki na YouTube, ale naprawdę musiała być świetna, bo innej to ja nie słucham ;) No i podczas tego właśnie słuchania zerknąłem sobie na komentarze pod teledyskiem. Tak się akurat złożyło, że kawałek był niemieckiego wykonawcy, więc i większość komentarzy także była po niemiecku. Więc słucham sobie i czytam, nagle bach! Nowość! Taki właśnie Ohrwurm (das Ohr – ucho, der Wurm – robak), no i weź tu bądź mądry człowieku. Robak w uchu? Uszny robak? Robak do ucha? Więc w ruch poszła wyszukiwarka, najpierw ogólnie oczywiście Google ze swoim cudownym filtrowaniem informacji ogłupiającym nieświadome społeczeństwo ;) i mam: pierwszym wynikiem była u mnie
W języku niemieckim, obok przyimków z dopełniaczem, celownikiem czy biernikiem, występują także takie, które łączą się albo z celownikiem (Dativ), albo z biernikiem (Akkusativ). Istnieją jasne reguły wyjaśniające nam sposób użycia poszczególnych przypadków. Celownika używamy mianowicie wtedy, gdy okolicznik w zdaniu odpowiada na pytanie wo? – gdzie? i gdy określa on stan, położenie czegoś (bezruch). Biernik natomiast występuje wtedy, gdy okolicznik odpowiada na pytanie wohin? – dokąd? i gdy wyraża on ruch w określonym kierunku.