Przeklinać każdy może… może nie każdy powinien. Przeklinają (prawie) wszyscy: kobiety, mężczyźni, lekarze, strażacy, policjanci, nauczyciele, uczniowie… Przeklinanie jest także kulturą języka, chociaż słowo „kultura” trochę nie pasuje do kontekstu. Przekleństwa (die Schimpfwörter) i wulgaryzmy od zawsze należały do naszego języka i każdego języka, który jest dla nas obcym, także do języka niemieckiego. Stąd właśnie pomysł na to Słówko Tygodnia. Nie można przecież udawać, że wulgaryzmy nie istnieją, tym bardziej, że przekleństwa po niemiecku są dosyć liczne. Warto więc znać ten element języka, warto zwrócić na niego uwagę. Tym bardziej, że ostatnio przeklinanie staje się coraz bardziej popularne, wszystko za sprawą ACTA…
Z trzonem „schimpf” można utworzyć sporo innych, powiązanych słówek, np.:
- das Schimpfwort (die Schimpfwörter) – wyzwisko, przekleństwo
- der Schimpfer (die Schimpfer) – osoba, która dużo przeklina
- die Schimpferin (die Schimpferinnen) – jw., ale w odniesieniu do kobiet
- der Schimpfname – przezwisko, wyzwisko
- die Schimpferei (die Schimpfereien) – ciągłe przeklinanie
- beschimpfen – zwyzywać, zwymyślać kogoś
- schimpflich – obelżywy
O tym, skąd pomysł na takie właśnie Słówko Tygodnia już za chwilę, najpierw krótko o znaczeniu, bo der/das Blackout (tak, rzeczownik ten ma dwa rodzaje: męski i nijaki) ma ich właściwie kilka, np.: zaburzenie świadomości, zamroczenie, chwilowa utrata wzroku spowodowana nagłym przyspieszeniem (np. u pilotów), awaria prądu oraz pustka w głowie. To ostanie tłumaczenie nas dzisiaj interesuje, zaraz je co nieco rozwinę, ale wcześniej podam kilka przykładów użycia:
Mamy początek grudnia 1995 roku a ja siedzę właśnie na powtórzeniowej lekcji języka niemieckiego, poznaję też nowy
Siedzę sobie przed komputerem, w domu unosi się zapach świeżutkich pierników i ciasteczek korzennych, w tle odgłos telewizora i co chwila pojawia się jakiś świąteczny akcent. W Internecie to samo: co rusz słychać Weihnachten, Geschenke, Tannenbaum i inne
Ajjjj, znowu poślizg z publikowaniem Słówka Tygodnia (miesiąc? o_O). Trudno, nic nie poradzę, nadal jest mi bardzo ciężko dotrzymać terminów publikacji tych stałych punktów na blogu. Mam po prostu mnóstwo pracy zawodowej i nie zawsze starcza mi czasu na blogo-hobby. Na gut, ale do rzeczy. Na słówko „Aldisierung” wpadłem kilka dni temu, przeglądając pewną galerię zdjęć na stronie Deutsche Welle. Wzięło się ono od nazwy sklepu ALDI. Pierwszy sklep z tej sieci powstał w Essen (Nordrhein-Westfalen), był to malutki sklepik, taki Tante-Emma-Laden. Dzisiaj ALDI ma swoje sklepy w wielu krajach Europy, ale też za Oceanem.